No dobrze, cieszcie się sobą. All right, well, you two enjoy yourselves. Starajcie się być jednością w całkowitej zgodzie, cieszcie się sobą nawzajem. Try to be one in complete unison, enjoy each other. Trzymajcie się mocno i cieszcie się sobą. Hang on tight and enjoy the ride. 1.2M views, 17K likes, 5.8K loves, 3.6K comments, 2K shares, Facebook Watch Videos from Lovely: Święte Słowa ! Pamiętajcie o tym 李 Znajdźcie pomysł na siebie, żyjcie swoim życiem i cieszcie się ze Tłumaczenia w kontekście hasła "Cieszcie się Państwo" z polskiego na angielski od Reverso Context: Cieszcie się Państwo kulturą i przyrodą Francji w jednym z najbardziej popularnych regionów wakacyjnych. Wody nie ugaszą jej, D A h Nie da zdławić się przez wiatr. G A D Rzeki nie zatopią jej, e A D Fis h A jej żar to ognia żar. G A D Jak śmierć jest miłość, tak potężna jest. A h G A D Jak śmierć jest miłość, potężniejsza jest A h G A D 128 views, 0 likes, 0 loves, 0 comments, 0 shares, Facebook Watch Videos from Domki Marysia: Cieszcie się tym pięknem, bo to chyba ostatni dzień tego śnieżku #domkimarysia #enjoy #enjoylife 1.7K views, 45 likes, 4 loves, 1 comments, 4 shares, Facebook Watch Videos from Tomek Raczek: CI, KTÓRZY JESTEŚCIE TERAZ NA ETATACH W TELEWIZJI, nie cieszcie się bo bądźcie pewni, że wasi szefowie . Pracownicy Morskiej Stoczni Remontowej „Gryfia” w Szczecinie świętują 70-lecie działalności swojego przedsiębiorstwa. Z tej okazji w piątek (24 czerwca) w szczecińskiej Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza odbyła się jubileuszowa gala. Zasłużonych oraz długoletnich stoczniowców uhonorowano odznaczeniami i medalami. Podczas uroczystości przypomniano historię przedsiębiorstwa. Rozpoczęło ono działalność na podstawie zarządzenia ministra przemysłu maszynowego z 12 lipca 1952 r. jako baza remontowa „Gryfia”. Kilka miesięcy później otrzymało nazwę Szczecińska Stocznia Remontowa. Zakład przez lata się rozbudowywał, przybywało doków. Największy, nr 5, służy od 1990 roku. W kwietniu 1996 przedsiębiorstwo państwowe zostało przekształcone w spółkę akcyjną. W 2013, po przyłączeniu do niej Morskiej Stoczni Remontowej w Świnoujściu zmieniła ona nazwę na MSR „Gryfia”. Od trzech lat większościowym akcjonariuszem jest w niej Fundusz Rozwoju Spółek. W ub. roku tereny po zakładzie świnoujskim kupił Zarząd Morskich Portów Szczecin i Świnoujście (wkrótce zostaną wydzierżawione, prawdopodobnie powstanie tam port instalacyjny dla morskich farm wiatrowych). Środki pozyskane z tej transakcji służą do sfinansowania inwestycji umożliwiającej użytkowanie nowego doku, jednego z największych na Bałtyku, budowanego dla „Gryfii” przez Stocznię Szczecińską „Wulkan”. To jeden z głównych elementów programu modernizacyjnego 70-letniej firmy. Podziękowania od wojewody zachodniopomorskiego – Jestem przekonany, że ten wielki dok, bo to jest wielki projekt dla Szczecina i Pomorza Zachodniego, zostanie ukończony i będziemy mogli razem z państwem i dzięki państwu świętować kolejne tego rodzaju jubileusze, bo nie ma Szczecina bez stoczni i gospodarki morskiej – mówił do pracowników „Gryfii” wojewoda zachodniopomorski Zbigniew Bogucki, który wcześniej odczytał skierowany do nich list z podziękowaniami i gratulacjami od premiera Mateusza Morawieckiego. List do uczestników i organizatorów jubileuszowego spotkania od marszałek Sejmu RP Elżbiety Witek odczytał poseł PiS Leszek Dobrzyński. – Naszą ideą i założeniem jest bezwzględne wspieranie przemysłu stoczniowego, jest to jeden z priorytetów naszego rządu – podkreślał wiceminister infrastruktury Marek Gróbarczyk, który dziękował załodze „Gryfii” za codzienną pracę, ale też za obronę zakładu w trudnych momentach. – Ten rok po raz pierwszy od wielu lat – odejmując przychody, które wynikły z obrotu nieruchomościami – przyniesie pozytywny wynik finansowy, co pokazuje właściwy kierunek rozwoju i zmian. Załoga najważniejsza Przewodnicząca Klubu Radnych PiS w sejmiku wojewódzkim Małgorzata Jacyna-Witt zaznaczyła, że budowa doku jest bazą dla przyszłości stoczni i nikt już nie odwróci tego procesu. – Nie byłoby tej rocznicy, bo nie byłoby czego świętować, gdyby nie wy – mówił do pracowników „Gryfii” jej prezes Krzysztof Zaremba. – Gdyby nie wasze wsparcie i walka, tej firmy by nie było. I za to wam dziękuję. Dziękował też parlamentarzystom i ministrowi Gróbarczykowi. – Bez niego nie byłoby tego kapitału, który do Szczecina przyszedł – podkreślił. Prezes Funduszu Rozwoju Spółek Maria Skubniewska, składając życzenia pracownikom „Gryfii”, powiedziała, że załoga jest najważniejsza i niezależnie od tego, jakie są perypetie gospodarcze czy polityczne, stanowi ona o połowie sukcesu. Galę uświetnił koncert Łukasza Górewicza i muzyków orkiestry symfonicznej szczecińskiej Filharmonii. Nie zabrakło też okolicznościowego tortu. (ek) W historii mojego rodzinnego miasta ostatnio udało się otworzyć zupełnie nowy rozdział, który tym razem zapisywany będzie przy pomocy nut. W cieniu pandemii, ale za to we wspaniałej muzycznej oprawie, otwarta została sala koncertowa Państwowej Szkoły Muzycznej I i II stopnia im. Prof. Józefa Świdra w Jastrzębiu- Zdroju. W ten sposób na mapie mojego rodzinnego miasta pojawiło się miejsce, które harmonijnie łączy dwie najwspanialsze dziedziny sztuki - architekturę i muzykę. W trakcie inauguracyjnego koncertu padło wiele słów podkreślających nie tylko urok tego miejsca, ale też jego wybitne walory akustyczne, porównywalne z katowicką siedzibą NOSPRiT – u. I proszę mi uwierzyć, w słowach tych nie było krzty przesady. Z dumą mogę dziś oświadczyć, iż miałem ten przywilej uczestniczyć od początku w realizacji tego projektu. Nie była to sztuka łatwa i prosta, ale przecież miarą sukcesu są także przeciwności, jakie musimy pokonać, by spełniły się marzenia kilku pokoleniom jastrzębskich artystów, muzyków, do których chciałbym się też zaliczać, bo jako uczeń szkoły podstawowej, uczęszczałem na zajęcia zespołu akordeonistów. Wtedy w latach 70- tych, odbywały się one w miejskiej bibliotece i nikt z nas nawet nie wyobrażał sobie, że kiedyś w naszym mieście powstanie Państwowa Szkoła Muzyczna z wyjątkową salą koncertową. Kiedy zobaczyłem ją po zakończeniu prac budowlanych, przyznaję, że przez chwilę zastanawiałem się, jak potoczyłaby się moja kariera, gdybym edukację muzyczną mógł wtedy zdobywać w tak niezwykłym miejscu. Pani dyrektor szkoły muzycznej zapewne zgodzi się ze mną, że przy realizacji tego przedsięwzięcia mieliśmy szczęście do ludzi. Na szczęście nigdy nie zabrakło nam przyjaciół, którzy nie szczędzili czasu, sił i środków, by wspierać to, co na początku wydawało się tylko marzeniem. Ramy tego felietonu są ograniczone, więc nie wymienię wszystkich z imienia i nazwiska, ale trudno nie docenić pomocy, jakiej udzielił nam profesor Piotr Gliński, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W jego gabinecie spędziłem wiele godzin dyskutując o technicznych aspektach projektu, a szczególnie o jego finansowej konstrukcji. Jedynie Pana Ministra nigdy nie musiałem przekonywać, doskonale rozumiał on, że Jastrzębie-Zdrój i jego mieszkańcy nie raz udowodnili, że zasługują na profesjonalną aulę koncertową. „Paragony grozy” to prawda czy mit? Pojechałem nad polskie morze i porównałem ceny. Czy rzeczywiście drożyzna jest większa niż w poprzednich latach?Tuż przed rozpoczęciem tegorocznych wakacji internet obiegły zdjęcia tzw. paragonów grozy, czyli horrendalnie wysokich rachunków za obiad w nadmorskich smażalniach ryb, restauracjach i knajpach. Na właścicieli lokali gastronomicznych wylał się hejt za to, że żerują na naszej potrzebie odpoczynku po miesiącach lockdownu. Ale czy faktycznie ceny nad morzem oszalały? Pojechałem sprawdzić, czy paragony grozy to prawdaJeden z popularnych paragonów krążących po internecie opiewał na kwotę 170 zł za obiad dla czterech osób. To faktycznie bardzo dużo, zwłaszcza że w głębi kraju można zjeść porządnie za 20-30 zł na osobę. Wyższe ceny nad morzem w porównaniu z ubiegłym rokiem nie powinny dziwić, bo wszystko drożeje. Dane GUS pokazują, że w ciągu roku ceny towarów i usług wzrosły średnio o ok. 5%.Zobacz również:Święty spokój kierowcy w dobie wysokiej inflacji? Bezcenny. Jak można (spróbować) ograniczyć koszty eksploatacji samochodu? I ile to kosztuje? [NOWOCZEŚNI MOBILNI]Jest plan na wakacje za granicą? Jest też problem: wysokie ceny i słaby złoty. Dwa sposoby, by nie dać się złapać w sidła kursowe [MOŻNA SPRYTNIEJ]Cyberbezpieczeństwo w bankach: technologie przyszłości. Jak zmieni się świat bankowości? [BANK NOWOŚCI]Nad morzem generalnie jest drożej, ale to normalne, bo biznes turystyczny jest sezonowy. Właściciele hoteli, pensjonatów, lokali gastronomicznych czy sklepów spożywczych zarabiają zwykle od końca maja do września. Być może część z nich próbuje odbić sobie straty z ubiegłego pandemicznego roku albo zdyskontować niepewną przyszłość. Mam na myśli grożącą nam czwartą falę pandemii i możliwość ponownego zamrożenia gastronomii – jeszcze przed naturalnym zakończeniem tegorocznego też: 350 zł za każdy dzień deszczu nad morzem. Ubezpieczenie od złej pogody ( restauratorzy: paragony grozy to kłamstwoAle czy faktycznie możemy mówić o drożyźnie i paragonach grozy? Niektórzy nadmorscy samorządowcy zapewniają, że to fakenewsy, których celem jest zniechęcenie Polaków do wypoczynku nad Bałtykiem. Burmistrz Mielna zainicjował nawet akcję „Odkłamujemy Bałtyk”, której celem jest walka z nieprawdziwymi informacjami na temat cen. W serwisie YouTube pojawił się filmik, na początku którego czytamy:„Podobnie jak w latach ubiegłych w 2021 r. znów trwa nagonka na polskie wybrzeże. Dowiadujemy się, że nad morzem jest piekielnie drogo i na urlop stać tylko najbogatszych. Przekłamane informacje pojawiają się w wielu miejscach, a ich celem jest zniechęcenie Polaków do Bałtyku. Nie możemy się temu biernie przyglądać, dlatego znów #OdkłamujemyBałtyk”Następnie przewijają się screeny kilkunastu artykułów, z nagłówków których straszy nadmorską drożyzną i „paragonami grozy”. Z załączonych artykułów wynika, że taniej niż nad Bałtykiem wakacje spędzimy w Grecji czy Hiszpanii. Ale czy to faktycznie fakenewsy?Przeczytaj też: Koniec szkoły! O ile więcej wydamy w tym roku na wakacje nad morzem? Czy można ograniczyć wzrost kosztów? Rady na urlop———————APLIKACJE NA WAKACJE:Jeśli wyjeżdżasz tego lata za granicę, to nie zapomnij wziąć ze sobą aplikacji mobilnej do wymiany walut i karty, którą możesz płacić bez ponoszenia kosztów spreadu walutowego. Tutaj pisaliśmy jak bardzo spread uderza po kieszeni. Wśród wielu tego typu aplikacji i kart polecam kartę wielowalutową (jej recenzja jest tutaj), jak również aplikację ZEN z kartą, którą można łatwo doładować kasą i włożyć do Apple Pay i Google Pay. Zakupy z ZEN są objęte specjalnym ubezpieczeniem oraz natychmiastowym cashbackiem (tutaj opisywałem szczegóły tej aplikacji). Przy wyprawach ze znajomymi przyda się też funkcja ZEN Buddies. Polecam obie aplikacje. Są partnerami „Subiektywnie o finansach”, ale jestem ich fanem już od dawna———————Moje prywatne paragony grozyNiedawno wybrałem się na krótki urlop – tradycyjnie do nadmorskich Dębek. Przed wyjazdem słyszałem już o „paragonach grozy”, dlatego byłem ciekaw o ile – w porównaniu z zeszłym i poprzednimi latami – schudnie mój portfel. Ale wbrew temu, co przeczytałem przed wyjazdem, nie zauważyłem, by ceny tylko w jednym miejscu, dlatego nie mogę wypowiadać się o cenach na całym wybrzeżu, choć z doświadczenia wiem, że ceny w miasteczkach turystycznych są zbliżone. Ile w tym sezonie trzeba zapłacić za smażoną rybę z frytkami i surówką, pizzę, fast-foody, lody, piwo czy wypożyczenie roweru?Zacznę od chyba najpopularniejszego zestawu obiadowego, czyli ryba, frytki i surówka. Za 100 gr fileta z dorsza trzeba zapłacić 9,5 zł. Być może to jest wyjaśnienie szoku cenowego, jakiego doznają niektórzy turyści. Serwowany filet waży zwykle 250-300 gr, co oznacza, że już za samą rybę trzeba zapłacić ok. 30 zł. Do tego frytki za 7 zł i zestaw surówek – również za 7 oznacza, że obiad dla jednej osoby to koszt 44 zł. A człowiek jeszcze by się czegoś napił. Za piwo z „kija” zapłaciłem 9 zł, co daje już 53 zł. Taki sam zestaw dla dwóch osób to już 106 zł, dla czterech – grubo ponad 200 zł. Mógłbym więc napisać, że to ja przywiozłem znad morza prawdziwy „paragon grozy” (ten, który obiegł internet opiewał „zaledwie” na 170 zł).Problem w tym, że ceny w poprzednich latach nie były dużo niższe, może z wyjątkiem piwa. Całe szczęście podawane jest coraz częściej w szklankach, a nie plastikowym kubku. Zajrzałem do zeszłorocznego raportu o cenach w Kołobrzegu, którą przygotowała pucka redakcja „Naszego Miasta”.Wynika z niego, że rok temu za fileta z dorsza trzeba było zapłacić dokładnie tyle samo, co obecnie w Dębkach, a więc 9,5 zł za 100 gr. Nie zmieniła się też cena pstrąga (tusza) – 7 zł. Z kolei turbot (tusza) w Dębkach w tym roku kosztuje 14 zł, w zeszłym roku w Kołobrzegu o 4 zł też: Ceny materiałów budowlanych oszalały. „Nie jesteśmy w stanie oszacować kosztów budowy domu” – pisze… firma budowlana. Jak to się odbije na cenach domów i mieszkań?Pizza, kebab i lody na paragonach grozyNie tylko w przypadku smażonych ryb nie zauważyłem spektakularnych podwyżek. Za kilogram wędzonego dorsza (filet) trzeba zapłacić w Dębkach 59 zł. Ubiegłoroczne ceny z Kołobrzegu wahały się między 45 a 60 zł. W niektórych wędzarniach było taniej, w innych martwić się powinni amatorzy pizzy? Najprostsza margherita (średnica 32 cm) kosztowała od 21 do 24 zł w zależności od knajpy. To o 1-3 zł więcej niż rok temu w Kołobrzegu. Jak kształtują się ceny fast foodów? Hamburger to wydatek 9 zł, hot-dog – 7-9 zł, a zapiekanka XXL – od 7 do 18 zł, w zależności od wielkości i składu. Za kebaba na talerzu w Dębkach liczą sobie 25-29 zł, a za kebaba w bułce 18-28 podobne jak rok temu. Z kolei za małego loda włoskiego trzeba zapłacić 6-7 zł, w zeszłym roku zazwyczaj 5 zł. To, co mnie zaskoczyło, to ceny piwa. Jest drogie. Trudno było znaleźć złoty trunek za mniej niż 9 zł za półlitrowy dla tych, którzy oprócz smażenia się na plaży planują też zwiedzić okolicę, podaję ceny wypożyczenia rowerów. Jedna z wypożyczalni w Dębkach za pierwszą godzinę liczy sobie 15 zł, a za każdą kolejną 5 zł. Rower na całą dobę to koszt 32 zł. Jeśli ktoś pożycza rower na więcej niż 5 dni, wówczas doba kosztuje 23 też: Rower w piwnicy na wagę złota? W sklepach brakuje części, a ceny rowerów ostro poszły w górę. Co się stało?Paragony grozy ze sklepów spożywczychRzecz jasna, nie musimy codziennie stołować się w nadmorskich knajpkach. Potrawy można przygotować samemu, a w produkty zaopatrzyć się w sklepach spożywczych. Uprzedzam jednak, że w „spożywczakach” tanio nie jest. Ceny raczej podobne do tych, które znamy z małych osiedlowych sklepów. W każdym razie obiad czy kolacja przygotowana własnym sumptem wyjdzie dużo taniej niż w Prawda, nad polskim morzem nie jest tanio i warto przygotować się finansowo na większe wydatki. Coraz więcej nadmorskich knajpek, nawet tych niewielkich, ma swoje strony internetowe, a na nich aktualne cenniki. Z moich obserwacji i doświadczeń wynika jednak, że ceny w gastronomii nie skoczyły drastycznie w porównaniu z ubiegłym rokiem. Jeśli coś zdrożało, to z reguły o 5-10%. Dlatego przyłączam się do akcji burmistrza Mielna #OdkłamujemyBałtyk i dodaję od siebie: nie siejmy paniki. Na stacji gaz spadł ale za to w rurze wzrósł. Paliwo płynne potaniało ale za to paliwo w czarnym kamyczku podrożało. Paliaki przerzucą się z PiS kontra PO na płynnych kontra stałych Tak tak tanio ulga że oooo..A po Nowym Roku j....b 7zł..Socjalisci. I to jest powód do zadowolenia? Najpierw sztuczne podnoszenie ceny a teraz wielka obniżka i trąbienie w stylu zobaczcie jacy to jesteśmy dobrzy. Ludzie otwórzcie wreszcie oczy Jak by złotówkę opuścili mógł bym powiedzieć że to obniżka przedtem się dusili ,teraz mogą odetchnąć , dzięki ci władzo ,już mi lżej A cena baryłki 71$ a paliwa po obniżce średni po 5,80. I co buraki Reklama Szał takie obniżki Jujka () napisał(a): I co buraki i co człowieku w wełnie anonim (qW9Uq) napisał(a): I to jest powód do zadowolenia? Najpierw sztuczne podnoszenie ceny a teraz wielka obniżka i trąbienie w stylu zobaczcie jacy to jesteśmy dobrzy. Ludzie otwórzcie wreszcie oczy [...] Co to za obniżki dajcie spokój. Jest takie powiedzenie bez urazy to tylko cytat. "Nie cieszcie się osły że wam pensje podrosły. Podatki podwoję i tak wyjdę na swoje." Po prostu łzy wzruszenia ciekną mi po plecach…:( Będzie jak z prądem i gazem, jak nam potem dopier…lą to się nie pozbieramy. Póki co, cytując klasyka - ciemny lud to kupuje, a jak kupuje, to spoko, jedziemy z tym bajzlem dalej… Obniżki z pierwszych tygodni pandemi to tak to było miłe. A po nowym roku podwyżki podatków mieszkaniowych i na jedno wyjdzie. Ale wyborcy zadowoleni. To jest rząd ***** PO 5 stycznia 2016, 07:40 Ten tekst przeczytasz w 1 minutę Shutterstock Wkrótce przyjemność podróżowania najlepszymi drogami może być nawet dwukrotnie droższa niż obecnie. Najpierw stawki za przejazd podniesie rząd. A w ślad za nim pójdą prywatni koncesjonariusze. Podwyżki autostradowych opłat miałyby pomóc załatać dziurę w programie budowy dróg krajowych. A ta jest imponująca – inwestycje zaplanowane przez poprzedni rząd na najbliższe osiem lat opiewają na łączną kwotę 198 mld zł, choć finansowanie przewidziano tylko na 107 mld. Brakuje zatem 91 mld zł. I PiS zamierza je znaleźć. Poważna korekta programu nie wchodzi w grę. Zdaniem ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka 95 proc. zaplanowanych dróg to potrzebne projekty. Rozważane są pomysły takie, jak zmiana sposobu budowania czy standardu niektórych odcinków. Ponadto, jak wynika z naszych ustaleń, w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa (MIB) trwają dyskusje dotyczącego tego, jak ma wyglądać system poboru opłat drogowych w Polsce oraz jakie dokładnie mają być stawki za korzystanie z autostrad. I to nie tylko tych objętych państwowym systemem viaTOLL. – Podjęte decyzje mogą mieć wpływ także na stawki stosowane przez koncesjonariuszy. Dotyczy to odcinka A1 zarządzanego przez GTC oraz A2 od Świecka do Nowego Tomyśla zarządzanego przez Autostradę Wielkopolską – potwierdza resort. Choć z jednej strony nie używa on wprost słowa „podwyżka”, to z drugiej – nie jest w stanie ukryć swoich faktycznych intencji. – Każde zwiększenie wpływów do Krajowego Funduszu Drogowego oznacza przyspieszenie realizacji Programu Budowy Dróg Krajowych na lata 2014–2023 – przyznaje MIB. Zaznacza przy tym, że chce szukać optymalnego rozwiązania, by zmiany nie były zbyt dotkliwe dla kierowców. Co to w praktyce może oznaczać? Zdaniem Michała Beima z Instytutu Sobieskiego opcja minimum to 20 gr za kilometr dla aut osobowych (czyli 20 zł za 100 km). Taki poziom opłat oznaczałby de facto powrót do stawek sprzed obniżki, jaką na naszym rządzie wymusiła w 2012 r. Komisja Europejska. Dzięki niej cena za przejazd odcinkiem A2 ze Strykowa do Konina spadła cztery lata temu do 9,90 zł. Jeżeli podwyżki wejdą w życie, to znowu może to być 18,80 zł. Z naszych nieoficjalnych ustaleń wynika, że w tym roku nastąpi kolejne rozszerzenie systemu viaTOLL, jednak na tę chwilę plany są skromne i daleko im nawet do zeszłorocznego rozszerzenia (251 km dróg krajowych, w tym 35 km autostrad oraz 216 km dróg krajowych), które i tak było najmniejsze w historii systemu działającego od połowy 2011 r. Oficjalnie resort przyznaje jedynie, że wspólnie z GDDKiA analizuje, które odcinki dróg krajowych mogłyby zostać uwzględnione w płatnej sieci. Tak czy inaczej zmiana polityki cenowej może stanowić tylko jeden z elementów rządowej układanki. Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL Kup licencję Zobacz więcej Przejdź do strony głównej

nie cieszcie się osły